Wywiad w "Interii" z 25 listopada 2008
Marta Radwańska o karierze córek. Czy w teamie Radwańskich mama jest w środku czy pozostaje obok?
Marta Radwańska: Oczywiście, że jestem w samym środku, bo Aga gra w innych turniejach, Ula w innych, więc ja jeżdżę raz z jedną, raz z drugą. Cały czas jesteśmy w rozjazdach. Jedyny okres, który spędzamy razem w Krakowie, to listopad i grudzień.
Już 5 stycznia lecimy do Australii. Ja będę z Ulą w Hobarth, a mąż z Agnieszką w Sydney. A potem spotkamy się razem w Melbourne.
Te wyprawy, to nie są wycieczki krajoznawcze...
Oczywiście. Są nerwy, trening, logistyka. Wcześniej załatwiamy rezerwacje hoteli, mailami z Krakowa. A na miejscu najpierw aklimatyzacja, bo na przykład w Australii jest dziewięć godzin różnicy czasu, a potem ciężki trening i turniej. Czyli hotel - korty - hotel - korty itd. Tak to wygląda.
A w czasie meczu?
Nerwy, i to za każdym razem. Najpierw gra jedna, potem druga, potem jeszcze debel, a najczęściej grają z różnymi partnerkami.
Czy mama jest dla Agi i Uli powiernikiem, przyjaciółką, psychoterapeutą?
Wszystkim po trochu.
Córki wypłakują się czasem?
Nie. Już dorośleją. Czasem się denerwują, bardziej Ula, ale w zasadzie tylko na korcie. Poza kortem są bardzo spokojne.
Skąd Agnieszka bierze ten mistrzowski spokój? Odziedziczyła to może po pani?
Nie. Ani po mnie, ani po ojcu czy dziadku. Sami nie wiemy, po kim. W naszej w rodzinie raczej wszyscy są nerwowi.
A co pani zrobi, jak Agnieszka czy Urszula zostanie numerem 1 w rankingu WTA?
Będę bardzo szczęśliwa. Przecież całe nasze życie poświęciliśmy na tenis. Nie było żadnych przyjemności, żadnych wakacji, tylko cały czas na okrągło ciężki trening i turnieje.
Miałaby pani jakąś radę dla matek przyszłych tenisistek czy tenisistów?
Najważniejsza jest obopólna akceptacja. Tylko wtedy z tego może coś być. Znam takie mamy, które nie akceptują uprawiania tenisa przez swoje dzieci. Pojawiają się konflikty, bo matka wolałaby, aby córka uczyła się, poszła na studia.
Ale widzę w pani oczach, że u was wszystko jest w porządku?
Nie przypuszczałam, że Agnieszka tak szybko będzie numerem 10 na świecie. Wszystkie pozostałe zawodniczki z czołówki są starsze, mają po dwadzieścia parę lat, a ona 19. |