Wywiad z "Gazety Wyborczej", 31.05.2008
Ręce opadają nad planowaniem meczów w Paryżu. Mój mecz singla powinien być wcześniej! - skarżyła się Agnieszka Radwańska, która po zwycięstwie w III rundzie singla na Roland Garros musiała grać mecz deblowy.
Jak oceniasz mecz z Cornet?
Zdecydowanie trudniejszy niż poprzednie. Na początku przegrywałam 1:4, bo spodziewałem się po Alize trochę innej gry. Poszło szybko, ale nie w tym kierunku, co trzeba. Po tych kilku gemach zorientowałam się jednak, co muszę zrobić, żeby wygrać ten mecz.
Czyli co?
Myślałam, że Alize zagra agresywniej, że uderzenia będą bardziej płaskie. Tymczasem zaczęła grać na przerzut, czyli raczej długimi podkręcanymi piłkami. Dopiero potem się przystosowałam. Ale ostra walka trwała do końca. Szczególnie końcówka drugiego seta była trudna, bo ciężko było skończyć mecz.
Przed rozpoczęciem meczu na telebimie wyświetlono zdjęcie Twojej siostry Uli. Czy myślisz, że po tym zwycięstwie Francuzi nauczą się odróżniać siostry Radwańskie?
To normalne. Wiele osób nas myli. W różnych folderach ciągle pojawiają się złe zdjęcia. Moje zamiast Uli i odwrotnie. Taka pomyłka to jeszcze nic. W jednym z folderów na turnieju do tekstu o Danieli Hantuchovej ktoś zamieścił moje zdjęcie.
Po meczu singlowym z Cornet grałaś jeszcze debla w parze z Ulą. Spotkanie z Hiszpankami zostało przerwane o 21.30 z powodu zapadających ciemności i ma być dokończone w sobotę. Widzieliśmy, że trzymałaś się za rękę. Coś się stało?
Trochę pobolewa, ale to tylko od przeciążenia mięśnia. Mam nadzieję, że przejdzie.
Fizycznie czujesz się dobrze? Opatrunek pojawił się też na nodze.
Trochę boli, ale opatrunki dużo dają. Ogólnie jestem po prostu trochę zmęczona, ale to dlatego, że cały czas gram. Przed Paryżem byłam w Stambule, gdzie grałam cztery mecze. Teraz już trzy plus debel. Debla gramy, bo walczymy o awans na igrzyska do Pekinu. To ostatnia szansa, żebyśmy zagrały w jednej parze. Normalnie debla traktuję z przymrużeniem oka. Dla mnie oczywiste jest, że koncentruję się na singlu. To jest mój priorytet. Debel to taki trochę bardziej intensywny trening. W sobotę poza dokończeniem meczu deblowego, nie będę się przemęczała.
Ula zepsuła w tym deblowym meczu kilka prostych smeczów. Byłaś zła?
Spodziewałam się, że to może być trudny mecz, ale chodzi też o to, że Ula ma problem z nadgarstkiem. Od dawna ma kontuzję. Bez silnego opatrunku bardzo ją boli. Być może pod koniec roku będzie nawet musiała przejść operację.
O ćwierćfinał zagrasz z Jeleną Janković lub Dominiką Cibulkovą.
Zawodniczki na równym poziomie. Dla mnie Cibulkova wcale nie jest gorsza od Janković. To, że jedna jest trzecia na świecie, a druga nie, też nie ma znaczenia.
Z Janković grałaś niedawno w meczu Polski z Serbią w Pucharze Federacji. Mecz był bardzo wyrównany.
To był niezły mecz. Grałyśmy w Budapeszcie zaraz po Australian Open. Miałam wtedy meczbola, ale ostatecznie wygrała Jelena. Nie można jednak z tego wyciągać żadnych wniosków. Mecz był na sztucznej nawierzchni.
Organizatorzy nie dają Ci chwili wytchnienia, od razu po singlu musiałaś grać debla.
Ręce opadają nad planowaniem meczów w Paryżu. Mój mecz singla powinien być wcześniej. Przecież nie tak trudno było przewidzieć, że spotkanie z Cornet skończy się późno i będę miała tylko kilkadziesiąt minut odpoczynku przed deblem, a i tak mecz nie zostanie dokończony, bo zrobi się ciemno.
Na meczu z Cornet było 10 tys. widzów. Publiczność zachowywała się chyba dobrze?
Zgadza się. Nie było żadnych brzydkich zachowań.
Może to dlatego, że Cornet mówi o Tobie z wielkim respektem.
Znamy się od małego. Fajnie nam się razem gra.
Po raz czwarty doszłaś do czwartej rundy Wielkiego Szlema lub wyżej.
Najwyżej cenię Australian Open, bo tam był ćwierćfinał. Być w czwartej rundzie na każdym Wielkim Szlemie to dobry wynik. To znaczy, że za każdym razem musiałam pokonać w III rundzie jakąś rozstawioną zawodniczkę. |