Agnieszka Radwańska
marzec 2008, przed turniejem Indian Wells
Fajnie byłoby dojść w Stanach do kilku ćwierćfinałów. W Indian Wells i Miami na początku zadanie jest ułatwione, bo będę rozstawiona i w pierwszej rundzie mam wolny los. Jeden wygrany mecz oznacza od razu trzecią rundę.
Mam dobre wspomnienia z Miami, bo w zeszłym roku wygrałam tam z Martiną Hingis i doszłam do czwartej rundy. W Amelia Island i Charleston nigdy wcześniej nie grałam. W zeszłym roku w tym czasie przygotowywałam się do matury. Wiosna w ogóle może być dla mnie udana, bo przez maturę mało grałam. Nie było mnie też m.in. w Berlinie. Wszystkie punkty do rankingu WTA będą więc szły na plus - powiedziała przed wyloten na turniej Radwańska.
luty 2008, po wygranej z Byczkową w WTA Tour w Pattayi
Mecz był całkiem łatwy. Na pewno poprzednie mecze z tego tygodnia były zdecydowanie trudniejsze. Myślę, że Ekaterina była zmęczona ćwierćfinałowym pojedynkiem. Nie ruszała się tak dobrze jak serwowała - powiedziała po zwycięstwie Radwańska.
styczeń 2008, po powrocie z Australian Open
Ćwierćfinał Australian Open i awans na 21. miejsce to spory sukces, ale nie nazwałabym go historycznym. Przecież wcześniej awansowałam już do czołowej trzydziestki - powiedziała Radwańska na konferencji prasowej w Warszawie.
W sumie można powiedzieć, że najtrudniejsze jest przede mną, bo w tym miejscu rankingu, żeby awansować o jedną czy dwie pozycje, trzeba już zdobyć ponad 100 punktów. Daje to zwycięstwo w jakimś małym turnieju WTA, albo na przykład ćwierćfinał w Wielkim Szlemie.
Po dobrym występie w Melbourne liczę na dobry wynik także w Roland Garros. Ale przed Paryżem, jeszcze w marcu, zagram w dwóch dużych turniejach w Stanach Zjednoczonych. W Miami rok temu doszłam do czwartej rundy, więc będę tam bronić sporo punktów, ale w pozostałych turniejach właściwie mogę je tylko zdobywać, jeśli mi dobrze pójdzie - ciągnęła
Radwańska.
styczeń 2008, po przegranym do ćwierćfinale Australian Open z Hantuchovą
Daniela zagrała super, bardzo agresywnie. Posyłała płaskie piłki wzdłuż linii. Nie byłam w stanie nawiązać z nią walki. To nie był mój dzień. Nie zmienia to jednak faktu, że zagrałam w Melbourne najlepszy turniej w życiu. Pokonałam dwie świetne Rosjanki - Kuzniecową i Pietrową, pierwszy raz w karierze doszłam do ćwierćfinału Wielkiego Szlema... Na półfinał przyjedzie jeszcze czas - powiedziała
Agnieszka Radwańska.
Tak na gorąco, to jestem jednak rozczarowany. Spodziewałem się nieco więcej walki. Hantuchova zagrała świetnie, ale myślałem, że Agnieszka pokombinuje jednak trochę bardziej. Turniej kończy się jednak dla nas dużym sukcesem. Ćwierćfinał Wielkiego Szlema to znak, że Agnieszka się rozwija. Mam nadzieję, że przez te dni dała Polakom wiele radości - powiedział po meczu Robert Radwański.
styczeń 2008, po awansie do ćwierćfinału Australian Open
Przed turniejem przygotowywałam się tak jak zwykle, w Krakowie. W turnieju w Hobart odpadłam w pierwszej rundzie, po przegranej z Flavią Pennettą. Tu udało mi się przejść kilka rund i po raz pierwszy awansować do ćwierćfinału, ale ja się tym specjalnie nie ekscytuję. Myślę zawsze o następnej przeciwniczce.
Z Kuzniecową grałam trzy razy, więc wiedziałam, co poprawić, by wreszcie odnieść zwycięstwo. Z Pietrową wcześniej się nie spotkałam, ale też byłam spokojna. Takich potyczek nigdy się nie obawiam. Nie mam w nich nic do stracenia. Nie boję się Rosjanek. Najważniejsze, by w trakcie meczu koncentrować się nie na nich, a na sobie - mówiła
Agnieszka Radwańska.
Gdy przegrywałam z Pietrową 1:6, 0:3, cały czas zastanawiałam się, co robię źle? Ten mecz wymykał się z rąk zbyt szybko. Wiało i Nadia znakomicie odnalazła się w takich warunkach. Ja nie potrafiłam. Połowa drugiej partii okazała się punktem zwrotnym. Zmieniłam taktykę, zaczęły się długie gemy, które ostatecznie wygrałam. Tak jak cały set.
Postanowiłam trochę zwolnić. Grać w prawo, w lewo tak, by nie popełniać prostych błędów. No i wreszcie zaczęłam lepiej serwować. To zadecydowało o wygranej. O moim sukcesie zadecydowały drobiazgi - uważa
Agnieszka
styczeń 2008, po awansie do ćwierćfinału Australian Open
Przed samym turniejem, powiedziałam, że dobrze byłoby, gdybym dotarła do trzeciej lub czwartej rundy, a teraz jestem w ćwierćfinale. Gdy przegrywałam 1:6, 0:3, rozmyślałam: co robię źle. Rywalka była taka szybka i umiała wykorzystać podmuchy wiatru, czego ja nie potrafiłam. Pomyślałam, że muszę coś zacząć zmieniać i to zrobiłam. Okazało się, że to pomogło i wróciłam do meczu. Myślę, że to był najważniejszy moment tego spotkania - mówiła po meczu z Nadią Pietrową
Radwańska.
To był długi mecz. W końcu wygrałam drugiego seta. W trzecim, nie wiem, co się właściwie stało z rywalką, ale to nie jest pytanie do mnie.
Wcześniej myślałam o wygraniu tutaj jednej, dwóch rund. Byłam już dwa razy w czwartej rundzie turnieju Wielkiego Szlema - w Wimbledonie i w US Open, a teraz, tutaj, po raz pierwszy jestem w ćwierćfinale - cieszy się
Agnieszka Radwańska.
styczeń 2008, po wygranym meczu z Kuzniecową w Australian Open
Ten sukces smakuje tak samo jak wrześniowe zwycięstwo nad Marią Szarapową na US Open. Ta sama faza Wielkiego Szlema i znów pokonałam drugą rakietę świata - cieszyła się
Agnieszka Radwańska.
Nie potrafię powiedzieć czym ten mecz różnił się od moich poprzednich spotkań z Kuzniecową. Grałam dziś bardzo agresywnie, bo wiedziałam, że aby wygrać, muszę narzucić jej swój styl gry i mi się udało. Startując nie miałam nic do stracenia. Chciałam w każdym meczu dać siebie wszystko i zrobiłam to na razie dwa razy - powiedziała wyraźnie uśmiechnięta
Agnieszka Radwańska.
styczeń 2008, przed pojedynkiem z Kuzniecową w Australian Open
Kuzniecową znamy doskonale. Jedna z faworytek całego turnieju. Ale z każdym można powalczyć. W New Haven i Stuttgarcie Agnieszka toczyła z nią wyrównane trzysetowe pojedynki. Widziałem w Melbourne mecz Rosjanki w drugiej rundzie z Bułgarką Pironkową. W pierwszym secie przegrywała już 2:5 i musiała bronić piłek setowych. Bułgarka pokpiła sprawę i dała się dogonić. Warunek jest więc taki, że Agnieszka musi zagrać swój najlepszy tenis. Wtedy zrobi nam się ciekawy mecz i wszystko będzie możliwe - powiedział przed wygranym meczem Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki.
październik 2007, po turnieju w Stuttgarcie
Agnieszka to bardzo trudna rywalka. W drugim secie zagrała popisowo - skomplementowała Agnieszkę po wygranym meczu Kuzniecowa.
wrzesień 2007, po turnieju US Open
Zwycięstwo nad Szarapową zrobiło wrażenie. Momentami ciężko było się opędzić od dziennikarzy i fotoreporterów, ale trening jest najważniejszy, więc nie puściłem Agnieszki do Warszawy na występy w telewizji. Powiedziałem do nich: "Chcecie zrobić rozmowę, to przyjedziecie do Krakowa, albo nic z tego nie będzie"I przyjechała telewizja - mówił ojciec
Agnieszki Radwańskiej.
sierpień 2007, przed turniejem US Open
Rozstawienie daje komfort. Na bardziej wymagające rywalki trafię wtedy dopiero w dalszych rundach. Liczę, że przejdę dwa, trzy szczeble drabinki. A marzę, by dojść do ćwierćfinału.
US Open to specyficzny turniej, dziwnie zorganizowany, wręcz hałaśliwy. To najgorszy z Wielkich Szlemów, ale zawsze prestiżowy - stwierdziła
Agnieszka Radwańska.
sierpień 2007, po zwycięstwie w zawodowym turnieju WTA w Sztokholmie
W finale zagrałam na sto procent, a było tak łatwo, bo Rosjanka strasznie się denerwowała i nic jej nie wychodziło.
Wiem, że to historyczna chwila, bo jestem pierwszą Polką, która wygrała turniej WTA w singlu, ale jakoś tego nie czuję. Po prostu cieszę się, że wygrałam. Zrobiłam to dla siebie, a nie dla rekordów. Tak naprawdę bardziej ucieszyłam się ze zwycięstwa kilka tygodniu temu w małej imprezie ITF w Bielli we Włoszech, bo kosztowało mnie to więcej pracy, mecze były bardziej zacięte.
Trudno mi też ocenić, czy w mojej grze coś się ostatnio poprawiło. Ważniejsza od serwisu czy forhendu jest psychika. Nauczyłam się panować nad nerwami. To jest klucz do sukcesu.
W Sztokholmie ani razu nie było zagrożenia, że przegram seta. Ale od początku grałam dobrze, byłam skoncentrowana. Inaczej nie pokonałabym pięciu kolejnych rywalek. Na początku cieszyłam się ze zdobycia pierwszego w karierze tytułu WTA. Okazało się, że to jest wielkie halo, bo jestem w ogóle pierwsza w Polsce. Odczułam to dopiero po przylocie do kraju.
Za zwycięstwo w Sztokholmie dostałam dwie wazy ze specjalnego szwedzkiego szkła, podobno najlepszego na świecie. Jeszcze nie wiem, gdzie je postawię. Nie mam już w pokoju miejsca na kolejne puchary - powiedziała po wygranej
Radwańska.
lipiec 2007, w czasie turnieju ITF we Włoszech
Cały turniej grałam dobrze. Od ćwierćfinałów za rywalki miałam same Włoszki. Najtrudniejszy był półfinał z Flavią Penettą, którą pokonałam po trzysetowym maratonie.
Finał z Karin Knapp był znacznie łatwiejszy. Bardzo się cieszę, bo to pierwszy duży wygrany przeze mnie turniej singlowy w karierze. Kilka lat temu zwyciężyłam na Ursynowie, ale tam pula nagród wynosiła 10 tys. dol, a we Włoszech 100 tys. dol! - powiedziała po wygranej
Radwańska.
czerwiec 2007, przed Wimbledonem
W wimbledońskiej hali jest tylko pięć kortów, dwa dywanowe, bardziej podobne do trawy i trzy twarde. Wszyscy chcą ćwiczyć, ponad 250 osób. Więc jest tłok. Każdy ma pół kortu. Trzeba mieć szczęście i trochę się wpychać, bo nie ma zapisów na dłużej niż pół godziny. Na razie jest dobrze, zaliczyłyśmy godzinę w hali na dywanie i jeszcze 20 minut na trawie. I zapisałyśmy się z siostrą na kolejne 30 minut - powiedziała
Agnieszka Radwańska.
W przerwie relaks przed telewizorem... - zaczął pytanie dziennikarz.
... tak, piwo i papierosek - dokończyła dowcipnie
Radwańska.
Żartuję, żartuję - dodała natychmiast. Zresztą nikt, chyba nie podejrzewałby Polki o relaksowanie się "dymkiem".
maj 2007, po przegranej z Szarapową
Mimo porażki jestem zadowolona, bo z drugą tenisistką świata zagrałam wyrównany mecz. Nawet w trzecim secie, który przegrałam do zera, miałam kilka szans na przełamanie serwisu Rosjanki, ale ona zawsze się wybroniła.
Szarapowa gra jak każda dziewczyna z czołówki, niczym mnie nie zaskoczyła, może tylko returnuje lepiej niż inne. Następnym razem będzie lepiej - powiedziała
Radwańska.
marzec 2007, po wygranej z Hingis
Agnieszka zawsze chciała grać jak Hingis, jako dziecko oglądała w telewizji jej mecze. No i opłaciło się, tyle się jej naoglądała, że od początku wiedziała, jak z nią grać i jak ją ograć - powiedział po wygranej Piotr Radwański, ojciec i trener Agnieszki.
Hingis próbowała w końcówce sztuczek, prosiła o przerwę, pokazywała, że coś ją boli. Wszystko po to, by wybić rozpędzoną rywalkę z rytmu, ale nie z Agnieszką takie numery. Od początku porównywano ich styl gry. Agnieszka też nie gra na siłę, lecz sprytnie, z głową. Można powiedzieć, że młoda Martina wygrała ze starą albo że mamy nową Martinę - mówił Radwański.
Dzień przed meczem starałam się za dużo nie myśleć, ale gdy wstałam rano zaczęłam się denerwować. W skali od jednego do dziesięciu to chyba było około siedmiu. Jednak na rozgrzewce mi przeszło, a podczas meczu od pierwszych piłek złapałam dobry rytm - powiedziała sama
Radwańska
wrzesień 2006, po wygranej z Dementiewą
- powiedział po wygranej ojciec Agnieszki.
Dementiewa zagrała na sto procent, to nie było tak, że miała jakąś kontuzję czy odpuściła mecz z Agnieszką. Po II rundzie, gdy córka wygrała z Venus Williams, pojawiły się głosy, że to tylko przez uraz nadgarstka Amerykanki. Teraz Agnieszka pokazała niedowiarkom, na co ją stać.
Plan był taki, by jak najczęściej grać jej na forhend i sprawić, by dużo biegała - wysokie, cięższe dziewczyny nie czują się dobrze na tej sztucznej nawierzchni - dodaje dumny tata.
Dzień przed meczem starałam się za dużo nie myśleć, ale gdy wstałam rano zaczęłam się denerwować. W skali od jednego do dziesięciu to chyba było około siedmiu. Jednak na rozgrzewce mi przeszło, a podczas meczu od pierwszych piłek złapałam dobry rytm - powiedziała sama Radwańska