
Agnieszka Radwańska gładko przeszła przez dwie rundy tegorocznego Australian Open, ale jak sama przyznała, szybkie zwycięstwa nie czynią z niej faworytki turnieju.
Przed 'Isią' kolejny sprawdzian - mecz z Włoszką Francescą Schiavone, której pomimo trzech pojedynków nigdy nie zdołała pokonać.
Nie pamiętam kiedy tak łatwo wygrałam dwa mecze w Szlemie, ale nie przesadzajmy, szybkie zwycięstwa nie czynią mnie od razu faworytką. Wygranie dwóch meczów w pierwszych rundach w taki sposób jest jednak marzeniem każdej tenisistki. Nie wszystkim się to udaje. Rywalki trochę mi pomogły, ale bez mojej dobrej gry, nie byłoby tak łatwo. Jestem zadowolona z tego, jak zagrałam oba te mecze - stwierdziła Radwańska.
Kudriawcewa potrafi dobrze grać, ale na mecz ze mną wyszła chyba bez wiary w zwycięstwo. To się czuło. Potem zaatakowała mocniej, ale było już za późno. Sprawiała wrażenie zmęczonej, może nogi ją bolały po pierwszej rundzie? W końcu miała trzysetowy maraton z Melanie Oudin - analizuje ostatnią swoją przeciwniczkę Radwańska.
Schiavone? Ona gra taki męski tenis, różni się od innych dziewczyn. Bardzo mocno rotuje piłkę do przodu. Umie ją długo trzymać w korcie, jest regularna. Dużo będzie zależało od tego, jak ona zagra. Zazwyczaj nie oddaje punktów za darmo. Trzeba się będzie dużo nabiegać - przewiduje Polka.
Agnieszka grała dotąd ze Schiavone trzykrotnie, nigdy nie wygrała. Po raz ostatni mierzyła się z 30-letnią Włoszką w sierpniu 2008 r. w II rundzie igrzysk olimpijskich w Pekinie. Po słabym meczu Polka przegrała 3:6, 6:7 (8-10).
To było półtora roku temu, mecz był w smogu, w zupełnie innych warunkach. Nie twierdzę, że wygram, ale zrobię wszystko, by teraz się jej zrewanżować - podkreśliła Radwańska. |