
Jak wiemy, Agnieszka Radwańska po operacji stopy wróciła już do treningów z pełnym obciążeniem. Na początku grudnia odbijała piłki, siedząc jeszcze na krześle, jednak z każdym tygodniem jest lepiej.
Choć jej start w Melbourne wydawał się fantastyką, zaczyna przybierać realnych kształtów.
Kilkudniowy kryzys już za mną. Noga spuchła, zaczęła boleć, więc przestraszyłam się, że nie dam rady wystąpić w turnieju. Jest już lepiej, trenuję niemal na pełnych obrotach - relacjonuje Agnieszka Radwańska.
Wszyscy wiedzieli, że bardzo chcę zagrać. Bez względu na wszystko ostateczna decyzja należy do mnie. Nie zrobię jednak nic na siłę. Zresztą mała blokada psychiczna pozostaje, czasem boję się ruszyć ostro do piłki czy tupnąć. Mam też problemy z kondycją, bo na bieżnię weszłam dopiero w ubiegłym tygodniu - dodaje tenisistka.
Nie mogę wymagać Bóg wie jakich wyników. W grudniu poruszałam się o kulach, więc chcę przede wszystkim zagrać mecz bez bólu. No i w końcu zobaczyć słońce - mówi o wyjeździe do Australii 'Isia'.
Miesiąc temu siostry Radwańskie wyprowadziły się od rodziców, same urządziły nowe mieszkanie. Zanim Agnieszka odłożyła kule, zdążyła zmienić samochód i zaliczyła większość zaległych egzaminów na studiach.
Po przeprowadzce nie czuję dużej różnicy, rzadko bywamy w mieszkaniu. Zresztą sprawiedliwie dzielimy się obowiązkami. Przy garach stoi Ula, a ja jestem "ta od prania". Gdy jedna nie ma czasu, to druga robi więcej - mówi starsza z sióstr.
Jak idzie siostrze w kuchni? Zupy są coraz lepsze, ale w pierwszej było czuć tylko... cytrynę - dodaje z uśmiechem Agnieszka. |