
Agnieszka Radwańska nie bardzo ma ochotę rozmawiać na temat swoich celów na najbliższy sezon. Jak twierdzi, nie są one żadną tajemnicą i powtarzają się co roku.
Moje cele na 2010 rok są już chyba oklepane. To pierwsza piątka w rankingu, może finał w Wielkim Szlemie. Nie ma sensu o tym mówić, bo to logiczne, że chciałabym utrzymać się w czołówce; tym razem to będzie trudniejsze, bo na pewno Clijsters będzie chciała odzyskać miejsce w TOP 10, a przecież wraca na korty także Justine Henin - powiedziała 20-letnia krakowianka.
Końcówka pierwszej dziesiątki wciąż się zmienia, tutaj każda zawodniczka z czołowej piętnastki, czy dwudziestki ma szansę awansu do TOP 10. Pewnie więc pojawi się tam jedno lub dwa nowe nazwiska, no i wrócą Clijsters, Henin czy Szarapowa. Cóż, każda z nas ma takie same szanse, czas pokaże, jak to będzie w nowym sezonie - dodała Radwańska.
Najgorsza w ostatnim sezonie to była kontuzja, bo jednak to jest rzecz, na którą nie ma się za bardzo wpływu. Chce się grać, próbuje, ale nie można, bo bardzo boli. To zawsze jest przykre, przecież wiele tenisistek kończyło kariery właśnie przez kontuzje - sumuje poprzedni sezon Agnieszka.
Jeśli chodzi o najlepsze wspomnienia to chyba nie ma jednego momentu. Na pewno najważniejsze było to, że utrzymałam się w czołówce, że jestem dziesiąta na świecie już drugi rok. Nie pamiętam pojedynczych meczów, nie mam pojedynczej wygranej czy porażki, która mi siedzi w głowie. Tutaj najważniejsza jest zawsze końcówka sezonu, czyli ranking i masters. Cieszę się, że znowu udało mi się zagrać w Dausze - dodała nasza tenisistka.
Od 2009 roku władze kobiecego tenisa wprowadziły przepisy dotyczące czołowych dziesięciu zawodniczek w rankingu WTA Tour na koniec poprzedniego sezonu.
W kolejnym obowiązkowo muszą one grać w czterech imprezach zaliczanych do Wielkiego Szlema, a także w kilkunastu największych turniejach WTA w kalendarzu. Nieuzasadniona nieobecność oznacza konieczność zapłacenia kary, a wypełnienie tych warunków daje pod koniec roku stosowną premię pieniężną.
Nie jest dobre to, że ktoś narzuca nam gdzie i kiedy mamy grać. Każdy powinien mieć wybór i jeśli chce grać tylko małe turnieje, to powinien móc grać same małe turnieje. Jak ciągle grają ze sobą najlepsze tenisistki, to coś jest nie tak. Teraz często pierwsze rundy są takie, jak w finałach innych turniejów. To trochę nie w porządku, bo szczególnie przed US Open były takie mecze, że trafiały na siebie zawodniczki ze ścisłej czołówki lub na wracające na korty po przerwie jak Kim Clijsters czy Maria Szarapowa - zaznaczyła Radwańska.
Ja nie jestem jakoś szczególnie za tym kalendarzem. No ale trochę się już przyzwyczaiłam, więc najbliższy rok nie będzie dla mnie zaskoczeniem. Będzie prawie taki sam jak poprzedni, bo kalendarz się wiele nie zmienił. Jako dziesiąta zawodniczka w rankingu znów mam obowiązkowe turnieje, więc nie mam wiele możliwości do przesunięć. Wiem jednak, że na pewno nie zagram czterech turniejów z rzędu, jak to było w tym sezonie - dodała 'Isia'. |