
Po przegranym przez Agnieszkę Radwańską ćwierćfinałowym meczu Indian Wells z Anastazją Pawluczenkową trudno oprzeć się wrażeniu, że rywalka była do ogrania.
Polka nie wykorzystała ogromnej szansy bowiem grając na normalnym poziomie, powinna sobie bez problemu poradzić z przeciwniczką.
Wojciech Fibak analizując spotkanie twierdzi, że Agnieszka zagrała bez entuzjazmu.
Nie wiem, co się w tym meczu stało z Agnieszką. Na pewno nie podobało mi się jej nastawienie. Duży turniej, było o co walczyć, a ona grała bez jakiegokolwiek entuzjazmu, energii, jakby była obrażona na cały świat - zauważa Fibak.
Opuszczona nisko głowa to zaproszenie do coraz odważniejszych ataków dla niepewnie grającej Rosjanki. Ona bała się wygrać, a Agnieszka ją do tego zaprosiła.
Nie wiem, jak wyglądały poprzednie mecze Radwańskiej w turnieju, ale ewidentnie zabrakło argumentów, którymi zazwyczaj wygrywała. Agnieszka potrafiła np. zazwyczaj bardzo precyzyjnie "złapać" linię. Ten mecz zagrała tak, jakby chciała na złość pokazać, że potrafi psuć i zagrywać piłki, po których Pawluczenkowa może łatwo skończyć. Tylko dlaczego? - zastanawiał się po meczu polski tenisista.
Trudno nazwać to, co się stało, inaczej niż sporym rozczarowaniem. Chyba drugi raz decyduję się na tak mocne słowa pod adresem Agnieszki. Ostatnio zagrała tak słaby mecz o wielką stawkę na US Open w 2007 r., gdy przegrała z Shahar Peer - kończy Wojciech Fibak. |