
Po powrocie z US Open, Agnieszka Radwańska tylko kilka dni odpoczywała w Krakowie. Mecze w Czechah, a później starania o japońską wizę na turniej w Tokio. Kto wie, czy nie zobaczymy też Isi w katarskim turnieju Dausze, o czym ona sama marzy.
Z Polką wywiad po przyjeździe z Nowego Jorku przeprowadził Dziennik Polska - The Times
Dobrze chyba znowu być w domu i odpocząć przynajmniej przez kilka dni?
RADWAŃSKA: Zawsze, kiedy wracam do Krakowa, czuję się świetnie. Nawet jeśli jestem w domu tylko przez kilkanaście godzin.
Czyżby nie zanosiło się na dłuższy, choćby kilkudniowy, pobyt?
No właśnie... Jednak mogę powiedzieć, że sama tego chciałam. Dziś będę w Warszawie. Muszę odebrać Mercedesa CLS. Od dawna marzyłam o tym modelu. Owszem, przez lata mogłam tylko chcieć. Teraz marzenia się spełniają, a to, oczywiście, bardzo mnie cieszy. Kolor? Mój ulubiony, czyli czerwony. Zresztą ten mercedes to model coupé. Trochę sportowy, trochę "poważny".
W piątek odbiór auta, a w sobotę pierwsza dłuższa jazda? Niekoniecznie, gdyż trzeba błyskawicznie wrócić do tenisa. Jutro mamy w Czechach zakontraktowane mecze w tamtejszej lidze. We wtorek wrócimy do Krakowa i zobaczymy, czy dostaniemy japońskie wizy, by można było zagrać w turnieju w Tokio. Zresztą wprawy za kierownicą nie mam, czyli raczej nie zdecyduję się od razu na jakąś dłuższą trasę. Chyba że tata poprowadzi. Dla niego nie będzie to żadnym problemem.
Podróżujecie po całym świecie, skąd więc ewentualne kłopoty z uzyskaniem japońskiej wizy?
Rzecz w kwestiach proceduralnych. Ostatnio wystarczająco długo byliśmy poza Polską i po prostu może zabraknąć czasu, by nasze dokumenty zdążyły w porę dotrzeć, gdzie trzeba. Jednak jestem dobrej myśli, choć Japończycy są ludźmi wyjątkowo skrupulatnymi i obowiązkowymi.
Wróćmy do US Open. Jest Pani zadowolona z osiągniętego wyniku, czy może odczuwa niedosyt?
Początkowo, po przegranej z Venus Williams, byłam zła, głównie na siebie. Ale po ochłonięciu, już na zimno, uważam występ w Nowym Jorku za udany. Dotarcie do czwartej rundy turnieju wielkoszlemowego nie może nie być sukcesem. Owszem, mogę to traktować także jako wykonanie planu minimum, bo przecież chciałoby się docierać jak najdalej. Z drugiej strony, obym zawsze miała tylko takie problemy!
Występ w zamykających sezon mistrzostwach WTA jest całkiem realny...
Bardzo chciałabym zagrać w Dausze. I, oczywiście, jest taka szansa. Najważniejsze więc, żeby utrzymać się w czołowej dziesiątce rankingu WTA. Przecież nawet rola rezerwowej tego turnieju byłaby dla mnie sukcesem. |