
Już dziś rozpoczyna się Roland Garros w Paryżu. Agnieszka Radwańska swój pierwszy mecz rozegra w poniedziałek lub wtorek i chce powtórzyć ubiegłoroczny wynik, kiedy to dotarła do 1/8 finału całego turnieju, choć nie ukrywa, że liczy na wejście do ćwierćfinału.
Wyleczyłam uraz pleców, odpoczęłam. Wcześniej miałam bardzo intensywny miesiąc. Zagrałam pod rząd Puchar Federacji, Stuttgart, Rzym i Madryt - mówi Radwańska.
W pierwszej rundzie Polka zagra z Rossaną de Los Rios z Paragwaju.
Losowanie bez wielkiej historii. Nic szczególnego. Miewałam gorsze. Ale tak naprawdę, okaże się po meczu. Tak to już jest, że jak się przegra, to losowanie zawsze okazuje się złe. Paragwajka ma chyba prawie 34 lata i nastoletnią córkę, która przychodzi z nią na mecze.
W zeszłym roku w Paryżu wygrała z nią Marta Domachowska. Ja pokonałam ją dość łatwo na mączce w 2007 r. we włoskiej Bielli, a niedawno Ula zwyciężyła ją na korcie twardym. Trudno powiedzieć, co się od tego czasu zmieniło. Mam nadzieję, że będzie dobrze.
Byłoby dobrze powtórzyć wynik z poprzedniego roku, czyli 1/8 finału. Ale mam apetyt na kolejny ćwierćfinał Wielkiego Szlema. Tenisistka z moim rankingiem nie może mierzyć nisko w takim turnieju. Wspólnie z Ulą nie ukrywamy jednak, że to jest dla nas najgorszy Szlem - ciągnie Agnieszka.
Ja Paryż lubię, to fajne miasto, jest gdzie pójść, co zobaczyć. Wieża Eiffla, te sprawy... Sklepy są też baaaaardzo w porządku. Ale tenisistki mają na turniejach takie swoje różne drobiazgi, które albo je denerwują, albo odwrotnie - są miłe i przydatne. Ja np. bardzo nie lubię restauracji dla zawodników w Paryżu. Jest ciasno, przychodzą różne VIP-y, nazywamy ich z Ulą "krawaciarzami". Czasem nie ma przez nich gdzie usiąść - ciągnie Polka.
Takie drobiazgi mają decydujące znacznie dla naszej oceny turnieju. Jeśli na jedzenie czeka się czasem 40 minut w kolejce, to rozbija ci to trening, niepotrzebnie się denerwujesz.
Inny denerwujący drobiazg to, że Francuzi z reguły nie mówią po angielsku, a ich ulubione słowo to "Impossible". Ale żeby tak wszystkiego nie krytykować, to pochwalę szatnię. Jest najfajniejsza ze wszystkich Szlemów. Są komputery i mała siłownia. Ktoś fajnie to wymyślił - kończy Agnieszka Radwańska. |