
Wyszłam na kort z nastawieniem wygrania tego meczu za wszelką cenę. Chyba jeszcze nigdy nie czułam tego tak mocno. Kuzniecowa? Znamy się, walka będzie na pewno - powiedziała Agnieszka Radwańska po dzisiejszym zwycięstwie we French Open w meczu z Bondarenko.
Najbardziej cieszę się, że obroniłam już punkty z zeszłego roku. Jestem w 1/8 finału, czyli wykonałam plan minimum. Taki był mój cel, gdy jechałam do Paryża i na razie wszystko udało się znakomicie. W zeszłym roku też grało mi się dobrze w Paryżu, ale przed czwartą rundą z Jeleną Janković nabawiłam się kontuzji przedramienia i nie mogłam grać na 100 procent. Tym razem czuję się cały czas bardzo dobrze fizycznie - mówi Agnieszka.
Nie ukrywam, że wyszłam dziś na kort z nastawieniem wygrania tego meczu z Bondarenko za wszelka cenę. Chyba jeszcze nigdy nie czułam tego tak mocno. Byłam naładowana pozytywną energią, chciałam się zrewanżować, udowodnić, że porażka z Australii z Ukrainką była tylko wypadkiem przy pracy - ciągnie 'Isia'.
Kort drugi i trzeci w Paryżu mają znacznie szybszą nawierzchnię. Nie wiem z czego to wynika, ale tak jest. W 2006 r. wygrałam na korcie nr 2 finał juniorskiego Rolanda Garrosa, znam go więc dość dobrze. Szybsza nawierzchnia sprzyjała bardziej ofensywnej grze. Wiedziałam, że mogę sobie pozwolić na więcej ataków, na co Bondarenko chyba nie była przygotowana.
Paradoksalnie, w Melbourne na twardej nawierzchni, grało mi się wolniej niż tutaj. Tam były wymiany po sto piłek, nie dało się ich skończyć. Ukrainka lubi grę na przerzut, czekanie, a ja wiedziałam, że można przycisnąć, przyśpieszyć - ciągnie Polka.
O ćwierćfinał zagram z Kuzniecową. Znamy się doskonale. Chyba z żadną inną tenisistką z czołówki nie grałam tak często jak z "Kuzi". Nie pamiętam dokładnie naszego bilansu meczów, ale w zeszłym roku pokonałam ją w Australii, w Londynie i na koniec roku w Doha na Mistrzostwach WTA. Dla mnie będzie to po prostu kolejny mecz, tyle że rywalka mocniejsza - uznała Radwańska.
W Londynie na trawie wygrałam z Kuzniecową bardzo zacięty mecz, który właściwie powinnam przegrać. Moim zdaniem, teoretycznie, Rosjanka na mączce jest groźniejsza niż na trawie. Będzie faworytką, ale ja nie mam nic do stracenia. Jest siódma na świecie, ja jestem 12., więc choćby patrząc na ranking, można oczekiwać, że będzie walka. W zeszłym roku przegrałam z Jeleną Janković. Kuzniecowa to porównywalna klasa. Ale wtedy nie byłam zdrowa, a teraz jestem.
Im dłużej gram w turniejach, tym mniejsze dla mnie znaczenie ma nawierzchnia. Umiem się przystosować do każdej nawierzchni. Na mączce też czuję się dobrze. Większe znaczenie ma to, kto stoi z drugiej strony siatki. Kuzniecowa trenuje od lat w Hiszpanii i mączkę lubi najbardziej. Można powiedzieć, że gra taki hiszpański, na dodatek męski tenis, czyli wysokie piłki z top-spinem. Nie można stać za końcową linią, tylko zmieniać rytm, rotację, starać się atakować, trzeba ją prowokować, bo łatwo się denerwuje i daje się wytrącić z równowagi - kończy Agnieszka. |