
Agnieszka Radwańska w pierwszej rundzie tegorocznego Wimbledonu szybko rozprawiła się z Marią Jose Martinez Sanchez 7:5, 6:1.
Spotkanie trwało 79 minut, jednak w jego trakcie 'Isia' kilkukrotnie spierała się z sędzią.
Agnieszka kontrolowała mecz. Ojciec sióstr Williams wyszedł przy 5:0 w drugiej partii. Wiedział, że jest już pozamiatane. Ale pierwszy set mógł być wygrany jeszcze szybciej, tylko że nie popisali się sędziowie, którzy kilka razy skrzywdzili Agnieszkę - skomentował spotkanie Robert Radwański.
Faktycznie, Agnieszka w pewnym momencie była tak sfrustrowana decyzjami arbitrów, że podeszła do głównego i rzuciła:
W przepisach tenisa piłka spadająca na linię jest dobra, słyszał pan o tym?
Szczerze mówiąc, po Hiszpance spodziewałam się więcej. To nie był tak trudny mecz. Obawiałam się go, bo leworęczna rywalka to zawsze duża niewiadoma, ale wszystko skończyło się dobrze. Cieszę się, że jakoś mogłam uratować ten polski wtorek w Londynie - mówiła już po meczu Radwańska.
W drugiej rundzie Polka spotka się z Shuai Peng (WTA 36).
Chinki są zawsze groźne. Z Peng wygrałam w zeszłym roku w Indian Wells, ale po trzech zaciętych setach. Dalej w drabinkę na razie nie patrzę, o czwartą rundę i ćwierćfinał nie pytajcie - kończy Agnieszka Radwańska. |