
Na konferencję prasową po przegranym meczu z Bondarenko, oznaczającym koniec przygody z Australian Open Agnieszka Radwańska przyszła bardzo smutna. Pociągała nosem, tak jakby przed chwilą płakała, choć zarzekała się, że tak nie było.
Nie roztrzaskałam nawet rakiety ze złości, a po takim meczu chyba powinnam ją rozwalić w drzazgi - mówiła Isia.
Kibice dopisali, słyszałam ich doping, ale niestety zarówno Marta Domachowska wczoraj, jak i ja dzisiaj, nie dorównałyśmy do poziomu ich dopingu - stwierdziła Radwańska.
Agnieszka do tej pory zawsze świetnie spisywała się w Wielkim Szlemie. W poprzednim roku nigdy nie przegrała przed 1/8 finału. Ostatni, i jedyny jak dotąd raz, została wyeliminowana w I rundzie w Paryżu w 2007 r.
Przegrałam z rywalką, a nie z upałem, czy wiatrem. Nie pokazałam wybitnej formy i gry w tym meczu. Zdaję sobie z tego sprawę. To nie był mój dzień, w trzecim secie już zupełnie nie byłam sobą.
Bondarenko grała tak, jak się spodziewałam. Mało psuła, grała regularnie. Nie było wielu okazji do uderzeń na raz, a więcej długich wymian - mówiła Agnieszka.
Skąd aż 51 niewymuszonych błędów?
Nie wiem, ciągle trafiałam w siatkę. Błędy były często minimalne, ale było ich zdecydowanie za dużo. W tym pierwszym secie trochę zabrakło szczęścia, może gdybym go wygrała...
Nie da się ukryć, że byłam faworytką tego meczu. W całym turnieju chciałam dojść wysoko, minimum trzy-cztery rundy. Ale porażki się zdarzają. To jest część tenisa. Nie pójdę teraz powiesić się do łazienki. W ostatnich latach w Szlemie wiodło mi się bardzo dobrze, czasem po prostu zdarzają się niespodzianki. Oprócz mnie, w pierwszej rundzie odpadną 64 inne dziewczyny - ciągnie Agnieszka Radwańska.
Radwańska zagra jeszcze w Melbourne w deblu z siostrą Urszulą.
Na debel patrzę przez palce, choć oczywiście wyjdę na kort żeby wygrać. Najważniejszy był jednak singiel. Trudno, świat się nie kończy. Kolejne turnieje przede mną - zakończyła Agnieszka. |