
Agnieszka Radwańska przyznaje, że obecny sezon układa się po jej myśli. Polka, która lada dzień gra na US Open opowiedziała o dotychczasowych meczach a także o czekającym ją turnieju.
Jestem zadowolona z formy i wyników. Chyba dobrze zrobił mi odpoczynek po Wimbledonie. Tak naprawdę, to nie umiem inaczej wytłumaczyć czemu w Stanford i San Diego było tak dobrze. W tym pierwszym turnieju właściwie ciągle coś mi zawadzało, bo nawierzchnia była strasznie wolna, ciągle wiał wiatr i jeszcze musiałam od początku męczyć się w trzysetówkach - rozpoczyna Agnieszka.
W San Diego grało mi się już lepiej, ale też nic szczególnego się nie wydarzyło. Po prostu wygrywałam mecze. Przyszedł pierwszy w sezonie finał, ale też nie poczułam, że to jest jakiś wyjątkowy moment. Wcześniej byłam już cztery razy w półfinałach, więc nie było aż tak źle. W każdym sezonie są górki i dołki, normalna rzecz - ciągnie Polka.
W finale w San Diego i potem w Montrealu 'Isia' przegrała z Kuzniecową, a w Stanford i w Cincinnati z Szarapową. Czy Rosjanki są utrapieniem Radwańskiej?
Z Kuzniecową były dość równe mecze, co najmniej jeden z nich mogłam wygrać, a Szarapowa gra ostatnio coraz lepiej, choć w Stanford może i była do ogrania.
W Cincinnati źle się czułam, przyleciałam w ostatniej chwili prosto po finale z San Diego, a tam zawsze jest potworny upał, to najgorszy turniej jeśli chodzi o słońce. A Szarapowa super tam grała. Obie mają niższy ode mnie ranking, ale to właściwie są tenisistki z pierwszej dziesiątki, taka jest realna siła ich gry. Przegrać z nimi to żaden wstyd. Jeśli Szarapowa będzie grała w Nowym Jorku tak jak ostatnio, to można ją nawet uznać za faworytkę US Open - wyjaśnia Radwańska.
W I rundzie US Open Polka trafi na Hiszpankę Arantxę Parrę Santonję.
Nigdy z nią nie grałam, ale wiem, że gra bardzo mocno, dwuręczny ma zarówno forhend, jak i bekhend, gra taki bardzo ostry tenis. Zobaczymy jak będzie.
W turnieju nie zagra Serena Williams i Justine Henin, więc rzeczywiście, każda może być w finale. U nas jest inaczej niż w męskim tenisie, gdzie skład półfinałów można właściwie w ciemno przewidywać. Kobiecy tenis jest bardziej wyrównany, pierwsza piętnastka jest właściwie na zbliżonym poziomie. Myślę, że jest przez to mocniejszy.
Faworyt do zwycięstwa? U kobiet nie mam pojęcia, a u mężczyzn stawiam na Nadala. Wiem, że to wbrew wszystkim, bo mówi się, że to dla niego za szybkie korty, ale ja mam przeczucie. Nadal umie walczyć i będzie chciał wygrać, bo w Nowym Jorku nigdy nie zwyciężył.
Cel na US open? Nie chcę wybiegać myślami daleko, koncentruję się na kolejnej rundzie, a wiadomo, że chcę zajść jak najdalej. Wiadomo też, że jest okazja, bo nie bronię dużo punktów. Mam jeszcze ciągle szansę, żeby pod koniec roku pojechać na Masters - kończy Agnieszka Radwańska. |