
Robert Radwański cieszy się, że w kolejnej rundzie Wimbledonu Agnieszka Radwańska trafi na Amerykankę Melanie Oudin, która sensacyjnie pokonała Jelenę Jankovic.
To był fajny polski dzień na Wimbledonie. Agnieszka wygrała z Na Li, Sabina Lisicka pokonała Swietłanę Kuzniecową, a Karolina Woźniacka była lepsza od Hiszpanki Garrigues- mówi Robert Radwański o sobocie.
Spotkanie Agnieszki z Li zmieniło się w horror w II secie, ale taki już jest kobiecy tenis. Zawsze musi być dramat i nieoczekiwany zwrot akcji. Przy 5:3 miałem już kompletny odjazd, nie mogłem usiedzieć. Lepiej nie cytować, co wtedy mówiłem pod nosem. Jeszcze trochę i będę potrzebował by-passów - śmieje się trener Agnieszki.
Nie ukrywamy, że droga do ćwierćfinału się nam trochę otworzyła. Ja nikomu źle nie życzę, ale akurat bardzo nam pasowało, że Oudin pokonała Janković. Amerykańską juniorkę dobrze znamy, bo rok, czy dwa lata temu, oglądaliśmy ją w Miami na Orange Bowl. To oczywiście czołówka amerykańskiego nowego pokolenia. Jest dobra, ale... wolimy ją od Serbki. Dlaczego? Bo gra typowy amerykański tenis - ciągnie Radwański.
Całe życie spędziła na kortach twardych. Jest przyzwyczajona do ofensywnej gry. Uderza na jeden strzał, ma dużo winnerów, ale też błędów. Robi się z tego taki lekki chaos.
Agnieszce powinien pasować taki styl, szczególnie na trawie. Amerykanka nie gra skrótów, nie gra typowej gry na trawę. Z Janković zagrała oczywiście dobrze, chwyciła się okazji, ale Serbka była słaba. Jeśli ktoś gra źle, to nie wygra meczu, nawet jeśli jest gwiazdą - uznał trener.
Agnieszka w czwartek grała w sumie pięć godzin, ale okazało się, że wcale nie była zmęczona. Pięć godzin na trawie, to nie to samo, co na betonie, czy mączce. Agnieszka to nie cyborg, ale jest bardzo dobrze przygotowana fizycznie, potrafi dużo wytrzymać. Pokazała to w tym meczu. Zagrała bardzo dobrze. W sobotę zapraszamy przyjaciół na grilla, w niedzielę jest dzień przerwy, a w poniedziałek atakujemy dalej - kończy Robert Radwański. |