
Po zwycięstwie Agnieszki Radwańskiej jej ojciec Robert był bardzo zadowolony z wygranej. Trener polskiej tenisistki wysuwa nawet śmiałą tezę, że ewentualna wygrana 'Isi' z kolejną rywalką - Kuzniecową - pozwoli Polce na powalczenie o finał całej imprezy.
Wczoraj przyjechał do mnie mój przyjaciel, u którego służyłem przed laty w wojsku, czyli generał Mieczysław Bieniek, były dowódca naszej dywizji w Iraku. Więc mój komentarz jest taki, że jak jest z nami generał, to GENERALNIE jest dobrze. Zawsze przynosi nam szczęście - śmieje się Radwański.
A tak zupełnie na serio, to jesteśmy bardzo zadowoleni. Agnieszka zagrała bardzo dobry mecz i udowodniła, że porażka z Bondarenko na Australian Open, była tylko wpadką - ciągnie trener.
Agnieszka popełniała tym razem bardzo mało błędów, grała od początku odważnie, agresywnie. Kilka razy zagrała nawet "serve and volley", bo kort na którym grała, jest trochę szybszy od innych na Rolandzie. Agnieszka dobrze zna ten kort, bo w 2006 r. wygrała na nim finał juniorskiego Rolanda Garrosa. Doskonale wiedziała jak trzeba na nim grać.
Agnieszka pokazała dobry tenis, wygrała gładko w nieco ponad godzinę, nie zmęczyła się, co jest najważniejszą wiadomością, bo przecież turniej się jeszcze nie skończył. Trzeba mieć siły na kolejne spotkania. Cieszę się, że tym razem nie było też żadnej ucieczki koncentracji, jak w poprzedniej rundzie z Marią Korytcewą. Agnieszka od początku parła do zwycięstwa i każdy punkt grała jakby było 5:5 w trzecim secie. O to właśnie chodziło - cieszy się Pan Robert.
Czy do czegokolwiek można się przyczepić? Myślę, że Agnieszka grała za dużo skrótów. Taki ma już styl, ale czasami za dużo krótkich piłek, nie wychodzi na zdrowie. Z drugiej strony, naprawdę lepiej ostatnio serwuje z pierwszego podania. W tym meczu było kilka piłek z prędkością powyżej 175 km/godz - analizuje ojciec Agnieszki.
Udał nam się rewanż za Australię, ale też nie ma co popadać w hurraoptymizm. Dopiero w 1/8 finału Agnieszka zagra z zawodniczką z pierwszej dziesiątki. Poprzednie mecze z niżej notowanymi rywalkami trzeba było wygrać jak najszybciej i to się udało, ale teraz zaczyna się prawdziwy test.
Kuzniecową znamy doskonale. Agnieszka już z nią wygrywała i mam nadzieję, że "Kuzi" będzie miała w głowie tamte porażki, a wychodząc na kort przejdą jej ciarki po plecach. Rosjanka ostatnio doskonale spisuje się jednak na ziemi, sygnalizuje wysoką formę. Gdyby Agnieszka była w stanie pokonać Kuzniecową, to myślę, że można będzie w Paryżu walczyć nawet o finał. Wszystko okaże się w poniedziałek - kończy Robert Radwański. |