
Siostry Agnieszka i Urszula Radwańskie wróciły z owocnego wypadu do Kopenhagi, gdzie bawiły się na urodzinach Caroline Wozniacki, koncercie Britney Spears oraz projekcji filmu.
Jak się okazuje, siostry nie zapomniały jednak o swojej profesji, i chwyciły rakiety w dłoń.
W Danii Radwańskie były gośćmi dziewiątej tenisistki światowego rankingu, a prywatnie ich najlepszej przyjaciółki poznanej na korcie - Caroline Wozniacki, której rodzice pochodzą z Polski.
Gdy padają pytania o wspomnienia przywiezione do Krakowa, z ust sióstr co chwilę padają słowa "super" i "ekstra".
To były takie nasze małe wakacje, ale jednak z rakietą w ręku. O treningach nie zapominałyśmy - zastrzegła Agnieszka.
Britney dała naprawdę niezłe show. Fajnie, że zaśpiewała też bardziej znane, starsze kawałki. Było super. Impreza urodzinowa Caroline też była udana. Bawiłyśmy się do białego rana - wspomina 'Isia'.
Byłyśmy w kinie na najnowszym filmie z Johnnym Deppem, potem zwiedzałyśmy Kopenhagę i trenowałyśmy z bokserem - mówi z kolei Urszula.
Treningi na ringu pewnie zapadną na długo w pamięci Radwańskich. Agnieszka tłumaczy, że "zakwasy" nie dawały jej spokoju, a Ula z niesmakiem opowiadała, jak została trafiona lewym sierpowym prosto w nos.
Po powrocie do Krakowa na siostry czekały obowiązki sponsorskie. W czwartek zawitały do jednego ze sklepów jubilerskich, gdzie w blasku fleszy od firmy Lonignes odebrały kosztowne zegarki.
Agnieszka - wysadzany setką brylantów i z cyferblatem z masy perłowej warty ponad 22 tys. złotych. Ula trochę mniej kosztowny, ale taki, na którego przeciętny Kowalski musiałby wydać kilka pensji.
Agnieszka powiedziała, że jest zadowolona ze swojego różowego zegarka (sama go wybierała), a na uwagę, że róż na jej paznokciach jest dużo ciemniejszy ze śmiechem odpowiedziała:
Nie ma obawy, dokupię sobie ten kolor. |