
Urszula Radwańska ma nadzieję, że w pierwszej połowie rozpoczętego właśnie sezonu uda jej się awansować do czołowej pięćdziesiątki rankingu WTA. Później ma nastąpić atak na Top-20.
Na początek chciałabym jak najszybciej awansować do pierwszej pięćdziesiątki. Być może uda się to zrobić już na początku roku. Dopiero później będziemy się zastanawiać, co dalej. Pogoń za siostrą? Oczywiście w rankingu chciałabym się do Agnieszki zbliżyć, bo to jeszcze bardziej ułatwia planowanie turniejów - opowiada młodsza z sióstr Radwańskich.
Pierwsza próba nie wypadła okazale: w Sydney nie udało się Uli przejść kwalifikacji. Druga impreza - Australian Open - nie będzie łatwiejsza - już w pierwszym meczu trafi na numer 1 WTA, Serenę Williams.
Uwielbiam grać w Australii, ale pora, w której tam startujemy, jest fatalna. W Polsce jest minus dziesięć, a na drugim końcu świata pięćdziesiąt stopni na plusie. Bardzo trudno się przestawić.
Treningi początkowo jest strasznie, są bardzo ciężkie. Trzeba walczyć samemu ze sobą, bo słońce grzeje tak, że po dwudziestu minutach widzi się podwójnie. Ale gdy organizm się przyzwyczai, robi się już całkiem przyjemnie - opowiada Ula.
W szatni każda każdą przepytuje, co robiła podczas przerwy, gdzie była na wakacjach, jak spędziła sylwestra. Generalnie plotkujemy o tym, co się działo przez te dwa miesiące bez turniejów. Fajnie się opowiada, fajnie się słucha. Niektóre koleżanki naprawdę opowiadają bardzo ciekawe historie ze swoich wojaży - śmieje się Ula. |