
Agnieszka Radwańska od wygranej z Białorusinką Olgą Goworcową 6:0, 3:0 rozpoczęła występ w 125. wielkoszlemowym turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie (z pulą nagród 14,6 mln funtów). Rywalka skreczowała w drugim secie z powodu kontuzji lewej kostki.
Tenisistki spędziły na korcie 40 minut. Trudno się oprzeć wrażeniu, że faktyczną przyczyną nieoczekiwanego końca meczu była całkowita bezradność Goworcowej wobec pewnej gry Polki.
Im szybciej i łatwiej na początku Wielkiego Szlema, tym lepiej, zwłaszcza jak się czeka parę godzin. Nigdy nie wiadomo wtedy czy trenować, czy jeść, czy jechać do hotelu. Trudno coś zaplanować. Mimo to dzisiaj czułam się bardzo dobrze i nie mogę sobie nic zarzucić. A u rywalki widać było, że to nie jest jej nawierzchnia, bo słabo się poruszała po korcie - oceniła Radwańska.
Czy miała faktycznie kontuzję, czy też odpuściła mecz, to trzeba już ją pytać, nie mnie. Nie ukrywam, że odliczając przerwę na pomoc medyczną, to grałyśmy dziś pół godziny, czyli tyle ile trenowałam w niedzielę. Zmęczona nie jestem, ale mecz to mecz, zawsze jest więcej adrenaliny i emocji. Nie narzekam jednak, bo jutro będę miała kolejny, więc nie straciłam zbyt wiele energii - dodała Polka, która jest 11. w rankingu WTA Tour. Goworcową pokonała także przed rokiem na twardej nawierzchni w Tokio (6:2, 6:3).
Krakowianka skutecznie serwowała, rzadko myliła się w uderzeniach z głębi kortu, często zaskakiwała rywalkę dropszotami albo efektownymi minięciami, dobrze returnowała i cały czas miała inicjatywę. Popełniła dwa niewymuszone błędy przy 17 po stronie rywalki. Miała też przewagę w wygrywających zagraniach 15-5, asach serwisowych 3-1.
W czwartek na jej drodze stanie Czeszka Petra Cetkovska, z którą przegrała w lecie 2005 roku w finale turnieju ITF Gdynia Cup 3:6, 4:6.
|